Pierwsze spotkanie z Bali

Pierwsze spotkanie z Bali

Poza lotniskiem zobaczyliśmy Balijczyków. Ciemna cera, przeciętnej urody ludzie o ciemnych włosach i szerokich nosach. Przed lotniskiem roiło się od taksówkarzy, kierowców autobusów itd. Po ponownym przeliczeniu ludzi udaliśmy się do hotelu.

Coś z tyłu głowy podpowiadało mi, że coś nie pasuje, coś jest nie tak. Jednak nie potrafiłam jeszcze wtedy zgadnąć co. Podczas naszej pierwszej podróży z lotniska do hotelu dowiedzieliśmy się trochę o wyspie i o jej mieszkańcach.

zdziwiło mnie

Najbardziej zdziwiła nas wiadomość, że do hotelu mamy kilkanaście kilometrów, będziemy jechali autostradą przez większość trasy, jednak podróż zajmie nam od 45 minut do 2 godzin. Tak, od 45 minut do 2 godzin! Znałam już wcześniej liberalne podejście „południowców” do pojęcia czasu i punktualności, ale takie ramy czasowe wywołały lawinę pytań. A oto czego się dowiedziałam: na wyspie jest kilkaset świątyń, w ciągu roku jest około 300 świąt(licząc wszystkie kasty), ale każda wioska ma jeszcze swoje własne święta. Ponieważ na wyspie jest ograniczona przestrzeń, Balijczycy poruszają się w dużym ścisku na co dzień… teraz trzeba do tego dodać jeszcze np. procesję lub marsz wiernych. Bardzo często więc nawet tubylcy stoją w korku tę godzinę lub dwie. Umówiona godzina więc jest tylko początkiem oczekiwania na spotkanie, nikt tam od nikogo nie wymaga punktualności. Wyobrażacie sobie coś takiego w Polsce? Świat by się skończył.

Szybki zmrok i ciekawość męża.

Podczas podróży do hotelu obserwuję wiele dzieł sztuki: pomniki, posągi, rzeźbione ogrodzenia, całe kompleksy pomników przedstawiające jakieś bóstwa lub herosów w jakichś scenkach. Nawet budki na automaty przed autostradą miały niesamowicie wyrzeźbiony dach. Skubańcy żyją tam sobie w egzotycznym muzeum sztuki i nawet o tym nie wiedzą – dla nich to norma.

przed hotelem…

Przed hotelem przywitała nas scenka, tancerki i kwiaty. Oczywiście jakiś tancerz-stwór (podobny do małpy) tańczył swój taniec odganiający złe duchy. Tancerki tańczyły coś przypominającego taniec brzucha, przy okazji przewracając oczami i mocno gestykulując dłońmi. Zapach kwiatów był niesamowity, przyjemny, słodki…cudowny! Jednak jak to Polacy na wakacjach, jedyna myśl: dawać jeść, pić i jazda do pokoi. Podczas posiłku otrzymaliśmy klucze do pokoi i sama świadomość, że już jesteśmy tak blisko wymarzonego wypoczynku podziałała na mnie ożywczo. Po drodze do pokoju zapytaliśmy jednego pana z obsługi gdzie jest basen i czy jest duży i głęboki. W odpowiedzi usłyszeliśmy, że jest i jest to jeden z najgłębszych basenów w tej miejscowości.

Kiedy głęboko nabiera nowego znaczenia?

[Teraz uwaga! Pamiętacie jak pisałam, że coś jest nie tak? Oto czas odpowiedzi 😊] Po drodze do pokoju znaleźliśmy ten basen. Tabliczka najgłębszego basenu głosiła: 1,3m. Dokładnie, jeden metr i trzydzieści centymetrów. Mój mąż oczywiście wrócił do przemiłego pana z obsługi i pyta czy to jakaś pomyłka…pan mu odpowiada, że oczywiście, bo mają głębszy basen. Ten głębszy basen jest obok tego pierwszego a tabliczka podaje dumnie głębokość: 1,4 m. Serio, metr czterdzieści i tak gromki śmiech mojego męża stojącego obok pana z obsługi który nie dosięga mu nawet do ramienia… zaraz, nie dosięga do ramienia? O właśnie, oto co nie pasowało. Ja przy swoim nikczemnym wzroście metr sześćdziesiąt w kapeluszu byłam tam wysoka. Poważnie, ten tłum taksówkarzy przed hotelem nie zasłaniał mi widoku, dlatego coś było nie tak. W większości miejsc w Europie nie zobaczyłabym nic póki nie wydostałabym się z tłumu, a tutaj ten tłum w większości był poniżej mojej linii oczu!

szalone rozkminy

Czy to nie jest wystarczający powód aby Bali było najwspanialszym miejscem na całym świecie? Przeskoczę teraz nieco do przodu, ale w tym basenie tego samego wieczora się ochłodziliśmy. Co wywołało poruszenie wśród obsługi hotelu – ratownik wyglądał jak 12 letni chłopiec i miałby ratować mojego 100 kilogramowego męża. Uśmieliśmy się z tego bardzo, ale załoga hotelu chyba tez zdawała sobie sprawę z tego absurdu. 😊 Za moment wokoło nas pojawiło się 3 innych „ratowników” i z trochę nieszczęśliwymi minami chodzili za nami wzdłuż basenu udając, że wcale się nami zbytnio nie interesują. Biedacy nie wiedzieli, że my stanowimy początek bardzo europejskiej imprezy w tym basenie.

Wyjątkowy owoc na początek pobytu.

Teraz wracam na moment do naszego pokoju. Absolutnie każdemu życzę aby choć przez kilka dni pomieszkał w takim miejscu. Pokój duży, przestronny, z niesamowitym widokiem, wygodnym łóżkiem i wanną na środku. Żeby tego było mało w pokoju przywitały nas żmijowe owoce, nie wiedzieliśmy co to jest. Dopiero google pokazał, że jest to jadalne, smaczne, bardzo aromatyczne i niezwykle egzotyczne.

Gdy ja robiłam zdjęcia, moja druga połowa coś majstrowała przy kranie i z niezadowoleniem mruczała pod nosem. Już myślałam, że znowu trzeba jak dziecku wytłumaczyć obsługę urządzeń w toalecie, ale ku mojemu zdziwieniu „małż” wypuszczał wodę z umywalki i się pieklił, że „nie ma wiru”. Tym razem już byłam pewna – zwariował, przegrzał się albo dostał andropauzy. Okazuje się jednak, że na drugiej półkuli, woda wypływając lub np. tornado kręcąc się porusza się w odwrotną stronę niż na półkuli północnej. Rozumiecie to jak trzeba być zakręconym, żeby pierwszą rzeczą jaką się robi na drugiej półkuli było sprawdzenie w którą stronę kręci się wir wody spuszczonej w umywalce? Strach się bać jakie geny odziedziczyły nasze dzieci 😊

A teraz zapraszam Was do oglądania naszego pokoju, widoku z pokoju, otoczenia hotelu i zazdroszczenia 😊

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *