Nasza Balijska przygoda cz.1

Nasza Balijska przygoda cz.1

Witajcie. Tyle się działo, że nie było kiedy o tym pisać. Mam chwilkę czasu staram się poukładać myśli, wspomnienia, opisać co czułam i myślałam.

Jak to się zaczęło?

Teraz na spokojnie przeglądam zdjęcia i wracam do wspomnień, wspomagam się pięknymi widokami, które widzę ponownie dzięki zdjęciom.

27 kwietnia 2019 rozpoczęła się dla mnie najdalsza i najbardziej egzotyczna jak do tej pory podróż. Nie będę pisała o okolicznościach tej wyprawy bo jest to nieistotne, musicie tylko wiedzieć, że towarzyszył mi mój mąż, jego matka, siostra i jej narzeczony…powiało horrorem 😉 A najważniejsze w tym wszystkim, że polecieliśmy na wycieczkę na BALI.

Podróż.

Podróż z Olsztyna z przesiadką w Dubaju, kończąc w hotelu w Denpasar(BALI-INDONEZJA) zajęła nam „tylko” 28 godzin. Jeśli ktoś twierdzi, że są różnice pomiędzy liniami lotniczymi i np. Emirates jest wygodniejszy niż jakikolwiek inny przewoźnik, to moim zdaniem należy dodać, że te różnice zacierają się z każdym przebytym kilometrem. A byli tacy, którzy w taką podróż zabrali dzieci…całkiem małe dzieci (zdecydowanie odradzam!). Wyjazd z domu na Okęcie przy temperaturze 8 stopni, a na miejscu dobę później i temperatura 28 stopni, wilgotność 90%. Szok!

Pierwsze wrażenie.

Zaraz po wyjściu z samolotu telefon komórkowy pokazuje tylko 6 godzin różnicy między Polską a Indonezją. Nie tak źle. Mój mąż, który narzekał cały lot na niewygody i na jedzenie nareszcie się wyprostował i oniemiał. Woła mnie, macha rękami, krzyczy „weź aparat, weź aparat”…jakbym sama nie wiedziała. Tuż za rękawem terminala gdzie można popatrzeć na samolot widać…płytę lotniska. Tak. Właśnie płytę lotniska. Stojący samolot, trawkę- taką jak u nas, może trochę bardziej wysuszoną. Kilometry asfaltu, betonu i obsługę lotniska. Małżonek się gimnastykuje, próbuje coś pokazać wytłumaczyć, a ja myślę: pogięło gościa w tym samolocie do reszty. Myślę czy znam jakiegoś dobrego psychiatrę w Polsce. Schodzą się ludzie, zaczyna się robić tłumek, a on skacze, macha rękami, gestykuluje…materiał w sam raz na egzorcyzmy. W końcu zobaczyłam „to” i ja. Nie wiem co było większe, ulga że mężowi nie odbiło do reszty czy zaskoczenie, że wypatrzył coś tak odległego ale tak majestatycznego, że widać to było z odległości ponad 5 kilometrów. Tuż nad samolotem majaczył niewyraźny rys ogromnego pomnika jakiegoś bóstwa. Później dopiero dowiedzieliśmy się co zobaczyliśmy. Daleki obiektyw ledwo łapał na nim ostrość, a wielkość pomnika można porównywać do tego ze Świebodzina.

no ale daleko jeszcze…

Trafiliśmy do odprawy paszportowej. Poznaliśmy na własnej skórze czym jest Balijskie podejście do czasu, obowiązku i pracy. Kolejka zamiast maleć rosła, rosła w zastraszającym tempie. Przywitał nas maleńki ogródek w większości ze sztucznych kwiatów oraz jakiś stwór niewiadomego przeznaczenia i pochodzenia. Jak to turyści, wszyscy robili zdjęcia. Mam i ja kilka 😉 Teraz się uśmiecham, gdy pomyślę jakie to było…marne. Nie wyobrażałam sobie jeszcze wtedy, że taki mały kawałeczek raju może być niczym w porównaniu do zwykłych rzeczy które na Bali można spotkać już tuż za lotniskiem. Po 28 godzinach podróży, niczym więzień w samolocie nasze umysły jeszcze nie ogarniały możliwości tego miejsca. Jak gdyby niewidomemu przywrócić wzrok, pozwolić zobaczyć swój pokój, będzie on dla niego wszystkim, a przecież niczego jeszcze nie widział. Wtedy jeszcze tego nie widzieliśmy, tylko olbrzymią kolejkę i balijską obsługę, która pracowała najwolniej jak się dało.

a ja czekam i czekam…

Po ponad 2 godzinach w końcu przeszliśmy przez odprawę, zaczęliśmy wychodzić z lotniska. Szczerze zaczynałam się bać, że przez cały pobyt będą nam towarzyszyły te straszne posągi, postacie niczym wyjęte z horroru. Jest tam tego zatrzęsienie. Wszystkich nas uderzyło, że wita nas na wyspie straszny posąg jakiegoś półboga lub potwora, który jest generalnie paskudny, dla jednych wykonaniem a dla drugich przesłaniem. Dużo później dowiadujemy się dlaczego tak jest. Teraz zobaczcie sami i oceńcie.

Znów z brzydotą kontrastuje pełnia kolorów, przebogate odcienie zieleni. Całe lotnisko jest przyozdobione (gdzie się da) płaskorzeźbą, rzeźbionym ogrodzeniem. Zostańcie ze mną na dłużej, dopiero wyszłam z lotniska. CDN

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *